Mobilne ładowarki – innowacja w służbie e-aut

Bardzo często mówi się o tym, że jednym z kluczowych ograniczeń dla rozwoju elektromobilności w Polsce jest słabo rozwinięta sieć punktów ładowania. Rzeczywiście na razie nad Wisłą nie ma zbyt wielu ładowarek stacjonarnych. Tylko czy każda ładowarka musi być stacjonarna? Okazuje się, że nie!

Budowa sieci punktów ładujących jest nie lada wyzwaniem. Po pierwsze dlatego, że sporo kosztuje. Tylko do 2020 roku na ten cel ze środków publicznych zostanie wydanych około 500 milionów złotych. Po drugie, wymaga czasu. Istnieje jednak pewna opcja, która może wspomóc proces rozbudowy infrastruktury, a przy tym – co najważniejsze – wesprzeć kierowców w pokonywaniu długich dystansów samochodami elektrycznymi, mimo niewielkiego zagęszczenia stacji ładowania.

Pierwsze ładowarki mobilne jedynie doładowywały baterie
Jedną z odpowiedzi na potrzeby samochodów elektrycznych np. w sytuacjach awaryjnych mogą stać się ładowarki mobilne. I nie mówimy w tym momencie o śmiałym pomyśle inżynierów, ale rozwiązaniu, które funkcjonuje od dobrych kilku lat. Pierwszą mobilną ładowarkę do e-pojazdów zaprezentowała szwajcarska firma Nation-E już w 2010 roku! Angel Car, czyli odpowiednio doposażony, zielony Citroen Berlingo, w ciągu 15 minut był w stanie doładować akumulator w aucie o 2-3 kWh. To według deklaracji Nation-E powinno dać możliwość pokonania kolejnych 30 kilometrów.

Być może możliwości pierwszej mobilnej ładowarki do samochodów elektrycznych nie brzmiały imponująco, warto jednak pamiętać o tym, że od jej prezentacji minęło 8 lat. A to całe wieki w świecie technologicznym. Dobry dowód na zmianę, która dokonała się w tym czasie, stanowi firma RAC. W 2014 roku na ulicach brytyjskiego miasta Birmingham pojawił się pomarańczowy Volkswagen Transporter. Van został wyposażony w ładowarkę o mocy 5 kW i był eksploatowany w ramach pierwszej tego typu regularnie działającej usługi w Europie.

Pojawienie się mobilnych usług ładowania samochodów elektrycznych stanowiło bez wątpienia przełom, choć rozwiązanie to miało swoje ograniczenia. Urządzenia zamontowane w samochodach były w stanie dotrzeć do dowolnie wybranego punktu, jednak nadal pozwalały wyłącznie na częściowe doładowanie akumulatorów. Teraz powoli zaczyna się to zmieniać. A jednym z najlepszych przykładów jest urządzenie Freewire Mobi Charger. Ładowarka przypomina metalowe pudło na kółkach, a jej wnętrze jest wypełnione zużytymi akumulatorami z samochodów elektrycznych.

Mobi Charger na razie jest w fazie testowej. Z jego funkcjonalnością związanych jest jednak kilka aspektów, które nadają urządzeniu bardzo przyszłościowy aspekt. Po pierwsze, ładowarka jest mobilna i zgodnie z pomysłem producenta, kierowca będzie zamawiać ją za pomocą specjalnej aplikacji. Po drugie, uzupełnianie zapasów energii w aucie będzie się odbywać za sprawą wbudowanych akumulatorów lub z zasilania sieciowego (jeżeli w okolicy znajduje się gniazdko).

Mobilne ładowanie – 1 godzina ładowania i 322 kilometry dodatkowego zasięgu!


Po trzecie, mobilna ładowarka ma za zadanie doładować baterie w naprawdę dużym stopniu. Przykład? Topowy model w zaledwie godzinę jest w stanie wydłużyć zasięg auta elektrycznego nawet o 322 kilometry. Po czwarte, to nowe rozwiązanie daje możliwość jednoczesnego podłączenia dwóch pojazdów.

W jaki sposób ładowarki pokroju Mobi Charger mogą przyczynić się do popularyzacji samochodów elektrycznych? A chociażby tak, że dłuższe trasy przejazdów czy miejsce parkowania e-auta nie będą już uzależnione od infrastruktury, bowiem to infrastruktura „przyjdzie” do kierowcy. Gdy ten zauważy, że w jego samochodzie kończą się zapasy energii, za pomocą aplikacji poinformuje o tym zarządcę mobilnych punktów ładujących. Ten dostarczy urządzenie pod wskazany adres, dzięki czemu w czasie, w którym kierowca pójdzie na spotkanie biznesowe czy zakupy, baterie w jego pojeździe zostaną naładowane.

Mobilne ładowarki do samochodów elektrycznych mogą się stać kolejnym stadium rozwojowym, uzupełniającym istniejącą infrastrukturę. O ile bowiem Mobi Charger jest na razie prototypem (choć w pełni funkcjonalnym), to nad jego wdrożeniem już pracuje koncern paliwowy BP. Mobilne stacje jeszcze w tym roku powinny pojawić się w wybranych europejskich miastach. Na razie brak szczegółowych informacji o krajach, w których to rozwiązanie ma być dostępne. Kluczowa dla użytkowników będzie oczywiście kwestia kosztów ładowania za pomocą mobilnej ładowarki – koncern nie podał jednak jeszcze ceny tej usługi.

Na tym jednak nie koniec rewolucyjnych pomysłów związanych z ładowaniem samochodów elektrycznych. Opracowano już bowiem koncept… latających ładowarek! Dron Volt ma zapewniać około 25-30 km dodatkowego zasięgu, a wezwanie go we wskazane miejsce ma odbywać się za pomocą specjalnej aplikacji. 

Elektryczna rewolucja na rynku motoryzacyjnym powoli staje się faktem. Warto jednak pamiętać o tym, że sposobów jej technicznej realizacji mogą być dziesiątki. Dobry przykład dotyczy infrastruktury ładującej. Oczywiście podstawą jest sieć punktów stacjonarnych. Te mogą być jednak wspierane przez mobilne ładowarki, które wyciągną pomocną dłoń do kierowców w sytuacjach kryzysowych. Co ważne, plan nie jest jedynie nierealistyczną wizją przyszłości, a powoli zaczyna być realizowany już dziś. 

Najczęściej czytane

Fabryka Izery powstanie w Jaworznie. Produkcja ruszy w 2024

Czytaj więcej

EMP pokaże prototypy polskiego „elektryka”. Premiera odbędzie się online.

Czytaj więcej

Czy auto elektryczne ma standardowy akumulator 12V?

Czytaj więcej

Jak będą wyglądać pierwsze polskie samochody elektryczne? [film]

Czytaj więcej

Izera. Milion powodów, by jechać dalej

Czytaj więcej

Projekt polskiej marki samochodów elektrycznych może pobudzić krajową gospodarkę

Czytaj więcej