Metoda Brytyjska na elektro-rewolucję

W Europie jest kilka ośrodków, w których szczególnie prężnie rozwija się elektromobilność. Jednym z nich bez wątpienia jest Wielka Brytania. Wyspiarze od kilku lat systematycznie promują elektryczne napędy. Doświadczenie, które w tym czasie zdobyli, może zostać wykorzystane przez inne narody, w tym Polskę. Jakie najważniejsze wskazówki płyną z brytyjskiego przykładu? Sprawdźmy.

Zestawienie dotyczące sprzedaży samochodów elektrycznych w Europie przygotowane przez ACEA (Stowarzyszenie Europejskich Producentów Pojazdów) nie pozostawia żadnych złudzeń. Zainteresowanie e-samochodami zdecydowanie rośnie. Liderem zestawień sprzedaży pozostaje Norwegia z ponad 60 tysiącami sprzedanych samochodów wyposażonych w silniki elektryczne; niewiele mniej zakupili Niemcy. Podium zamyka Wielka Brytania – z danych wynika, że ponad 47 tysięcy Brytyjczyków zdecydowało się na zakup pojazdu elektrycznego. 

Dlaczego zatem doświadczeniom Wyspiarzy warto przyjrzeć się szczególnie uważnie? Chociażby dlatego, że choć inwestują oni w e-auta, to jednak cechuje ich dużo mniej kategoryczne podejście do kwestii elektromobilności niż liderów zestawienia –Norwegów. Brytyjczycy wybierają kompromisy, a to istotne, bo metoda ostrego cięcia może nie sprawdzić się w Polsce czy innych europejskich krajach. Na korzyść Brytyjczyków przemawia też systematyczny, długofalowy i zrównoważony rozwój. Wyspiarze cały czas stymulują sprzedaż samochodów elektrycznych, tworząc ambitne, ale realne plany. Przykład? Wielka Brytania dopiero w 2040 roku ma całkowicie wycofać ze sprzedaży auta spalinowe.

Dopłaty – sposób na niwelowanie różnicy w cenie


Jak konkretnie wygląda model brytyjski? Jeden z pierwszych kroków na drodze do elektromobilności Brytyjczycy wykonali w 2011 roku. To wtedy, po raz pierwszy kierowcy z tego kraju mogli starać się o dotację do zakupu niskoemisyjnego pojazdu osobowego i vana. A kwota dofinansowania jest znacząca – może sięgnąć nawet 4,5 tysiąca funtów w przypadku aut osobowych. Dopłaty skierowane są nie tylko do kupujących auta elektryczne, ale też budujących przydomowe stacje ładowania. W tym przypadku rząd może dorzucić obywatelowi nawet 700 funtów.

Dla rozwoju elektromobilności znaczenie mają jednak nie tylko stacje ładujące w garażach, ale i publiczne punkty. Choć w ostatnich latach wiele zrobiono w tym zakresie, wciąż sporo pozostało do zrobienia. Dziś na wyspach funkcjonuje 2700 ładowarek, z czego 460 dysponuje standardem szybkiego uzupełniania energii. Nie jest to szczególnie imponująca liczba, ale sieć na Wyspach jest nie tylko rozwijana, ale przede wszystkim, mądrze rozplanowywana. W efekcie, przy takiej liczbie punktów ładujących, uzyskano stosunkowo wysoki wskaźnik zagęszczenia. Aż 55% dalekobieżnych podróży elektrykami może być wykonywanych na terenie Wielkiej Brytanii bez dłuższych postojów na ładowanie.

Nie trzeba budować dużo. Wystarczy budować mądrze


Jak zatem budować infrastrukturę ładowania, aby możliwie najlepiej służyła ona kierowcom? Tutaj działania wymagają brytyjskiej rozwagi. Wcale nie trzeba budować dużo. Lepiej budować mądrze. Jak zatem lokować kolejne punkty? W newralgicznych punktach miast oraz wzdłuż głównych szlaków drogowych. Oczywiście w kwestii infrastruktury ładującej mamy szczególnie dużo do zrobienia. W tunelu pojawiło się jednak światełko. Na mocy ustawy o elektromobilności do 2020 roku na terenie kraju ma powstać 6 tysięcy stacji, przy czym 400 z nich będzie dysponować dużą mocą.

Choć twarde działania inwestycyjne bez wątpienia są jednym z ważniejszych kluczy do sukcesu, na gruncie polskim działań nie można ograniczać wyłącznie do stymulowania samego rynku. Dlaczego? Brytyjczycy są otwarci na technologię. Polacy niestety mniej. Najlepiej pokazują to badania przeprowadzone w ubiegłym roku na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. Według nich aż 37,7% kierowców nad Wisłą nigdy nie rozważało zakupu pojazdu elektrycznego. Ogólnie postawę niezdecydowaną w stosunku do elektromobilności wyraziło aż 87,5% ankietowanych!

Jak zmienić taki stan rzeczy? Przede wszystkim warto edukować i wyjaśniać polskim kierowcom, że samochody elektryczne to nie tylko zeroemisyjność. To także koszt pokonania stu kilometrów już na poziomie 6 złotych oraz mniej problematyczne serwisowanie i wysoka bezawaryjność. Dla przykładu, w pełni elektrycznych napędach nie ma sprzęgła, alternatora, rozrusznika, pasków napędowych, rozrządu, turbosprężarki czy wtryskiwaczy. Polscy kierowcy przykładają wagę do kosztów eksploatacyjnych, więc takie zestawienia mogą ich przekonać. 

Elektromobilność daje ogromne szanse motoryzacji. Sprawia, że podróż autem staje się wygodniejsza, tańsza i przede wszystkim bardziej przyjazna środowisku. Przed Polską jeszcze wiele wyzwań związanych z elektromobilnością. Tym lepiej, że istnieją kraje, z doświadczeń których możemy czerpać wiedzę i inspirację. 

Najczęściej czytane

EMP pokaże prototypy polskiego „elektryka”. Premiera odbędzie się online.

Czytaj więcej

Projekt polskiej marki samochodów elektrycznych może pobudzić krajową gospodarkę

Czytaj więcej

Czy auto elektryczne ma standardowy akumulator 12V?

Czytaj więcej

Jak będą wyglądać pierwsze polskie samochody elektryczne? [film]

Czytaj więcej

Izera. Milion powodów, by jechać dalej

Czytaj więcej

Gdzie i kiedy można obejrzeć premierę polskiej marki motoryzacyjnej? ElectroMobility Poland ujawnia szczegóły transmisji

Czytaj więcej